W labiryncie ludzkich spraw

W labiryncie ludzkich spraw

Do Teatru Małego Widza chodziliśmy dosyć często, kiedy M. była młodsza. Traumatyzowaliśmy ją ciemnością i czasem trzeba było wychodzić z sali, ale za to sami byliśmy oczarowani. Jest tak wiele złego teatru dla dzieci, że każdy spektakl, w którym wykonawcy nie sprawiają wrażenia, że przegrali życie i chcą się zabić tu i teraz; każdy w którym nie mówi się zdrobnieniami do “kochanieńkich” albo “dzieciaczków” cieniutkimi głosikami; każdy, który nie przypomina muzycznie smerfnych hitów na keyboardzie Casio ze średniej półki cenowej jest na wagę złota

Po trzech spektaklach, które widzieliśmy z M. jako dwu- i trzylatką, wiedzieliśmy, że scena przy Jezuickiej do nikogo się nie przymila, ale z zaangażowaniem i dużą kulturą zabiera widzów w podróż przez dźwięki, kształty, kolory i emocje. Minimum dialogów, plastyczność, proste, ale skuteczne pomysły scenograficzne, wrażliwość muzyczna i kameralna atmosfera. Pamiętam spektakle, które porwały mnie nawet bardziej niż M.

Po długiej przerwie trafiliśmy tam znowu zachęceni recenzjami i famą o szybko znikających biletach. Nasze kupiliśmy z trzymiesięcznym wyprzedzeniem [sic!]. „Sensoryczny Labirynt Muzyczny” w reżyserii Agnieszki Czekierdy to „Danuta W.” teatru dziecięcego w Warszawie. Przynajmniej w sensie tych biletów. [Właśnie sobie zacząłem wyobrażać spektakl, w którym jakaś miniJanda kroi takie zabawkowe drewniane jabłka na rzep i wstawia je do plastikowej kuchenki, opowiadając o nieszczęśliwym życiu w przedszkolu i zmarnowanych szansach na placu zabaw…]. To nie klasyczny spektakl, tylko kameralny spacer w małej grupie po ciekawie zaaranżowanych podziemnych przestrzeniach teatru, które oddziałują na wszystkie zmysły. Dotykamy, ocieramy się, wąchamy, słuchamy, patrzymy. Lustra, gąbki, szczotki, pianki, wiatr, woda, tiule, sztuczne futra. Nie dla wrażliwych na przebodźcowanie. Labirynt zwiedza się na boso, pod opieką przewodniczki, która dzięki (nieco pretekstowej) historii, angażuje dzieci i strukturyzuje całe to doświadczenie, które kończy się po godzinie z  hakiem.

Warto, bo:

  • w trzech salach czeka muzyka na żywo. Można tańczyć.
  • w naszej grupie były i dwulatki i dzieciaki w wieku szkolnym – wszyscy bawili się świetnie
  • to nadspodziewanie relaksujące dla rodzica. Sporo czasu przeleżałem z zamkniętymi oczami. Pewnie inaczej jest, gdy ma się dziecko, które się wywraca albo boi ludzi, ale to już nie są moje problemy.  W labiryncie jest trochę jak na warsztacie z technik relaksacyjnych w jakiejś sekcie absolwentów szkoły muzycznej II stopnia z łatwym dostępem do żarówek LEDowych [edit: chyba muszę doprecyzować żart i zapewnić, że muzyka w Labiryncie, jak zawsze w TMW, jest znakomita]
  • przewodniczka (my trafiliśmy na znakomitą Dagmarę Bąk; obsada rotuje) ma świetny kontakt z dziećmi (została “ciocią” po 15 minutach)

labirynt

Dwa ostrzeżenia

  • W labiryncie chodzi się bez butów, a przewodniczka rekomenduje spacery bez skarpet. I to jest dobra sugestia, ale ja przez cały czas byłem zestresowany tym, że właśnie zdjąłem buty pierwszy raz od 9 godzin i ktoś może mieć coś przeciwko.
  • W labiryncie jest jeden słaby moment. I wywołał u mnie takie uczucie, jak słuchanie opowieści Pipi o jej ojcu o Efraimie Pończosze, królu murzyńskim i wszystkich murzynach, którymi rządzi. W jednej z sal udajemy, że dokądś lecimy, gdzieś daleko. Odzywają się bębny. Zgadujemy, że jesteśmy w Afryce. Po kolejnym locie muzyka sugeruje, że jesteśmy w Azji. Dowiadujemy się, że tak konkretnie to jesteśmy w Chinach. Pojawia się muzyk (Igor Spolski), który jest tutejszy i robi z nami kilka gier. Niestety mówi “po chińsku” czyli tak, jak pracownik budki z chińszczyzną w skeczu z mazurskiego kabaretonu z dwójki. Zupełnie niepotrzebnie. Czekam na pierwszy awkward zespołu, kiedy wśród widzów pojawi się jakiś przedszkolak, który naprawdę mówi po chińsku, bo pochodzi z Chin albo po prostu już się trochę nauczył – jak jeden kolega z grupy M.

 

W sieci znajdziecie nagranie ze zwiastunem tego, co czeka w labiryncie, ale nie oglądajcie go, bo zepsujecie sobie zabawę. Dajcie się zaskoczyć.

Żeby nie było tak wesoło: Nasze wyjście skończyło się awanturą z wyzwiskami (oczywiście w moją stronę), która szybko eskalowała ze zwykłego płaczu. Trochę dlatego, że za szybko się skończyło, a trochę dlatego, że szalik.

sensoryczny labirynt muzyczny

Sensoryczny Labirynt Muzyczny

Teatr Małego Widza w Warszawie

SCEK, ul. Jezuicka 4 (wejście od ul. Brzozowej)

pomysł i reżyseria: Agnieszka Czekierda

muzyka: Gwidon Cybulski, Iza Lamik, Igor Spolski, Jacek Szabrański

występują: Gwidon Cybulski, Dagmara Bąk, Lena Kowalska, Iza Lamik, Igor Spolski, Jacek Szabrański, Arkadiusz Wrzesień, Paulina Raczyło, Jędrzej Taranek

scenografia / projekt i wykonanie: zespół Teatru Małego Widza

scenografia / podwykonawcy: Katarzyna Stefaniak, Katarzyna Adamczyk, Karol Korytko, LFX Agency Maciej Karczyński

reżyseria światła: Michał Foltak

realizacja dźwięku: Michał Foltak i Michał Suwiński

spektakl dla widzów w wieku 1-100 lat

czas trwania: 70 minut

bilety: 45 zł (do końca 2017 roku wyprzedane)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *