Nikt nic nie wie, każdy może coś dodać

Nikt nic nie wie, każdy może coś dodać

Być może nie jesteśmy obiektywni pisząc o spektaklach improwizowanych, bo po pierwsze sami jesteśmy improwizatorami, po drugie na scenie byli nasi znajomi, a po trzecie grali na scenie, którą prowadzą nasi przyjaciele z grupy… Jednak nie będziemy się cenzurować i z czystym sumieniem polecimy wam impro w wersji dla dzieci, którą w Resorcie Komedii (Bielańska 1, Warszawa) można zobaczyć w przedstawieniu „Nikt nic nie wie”. W ogóle powinno być więcej wydarzeń dla dzieci w miejscach, gdzie jest dobrze zaopatrzony bar.

Na wstępie trzeba dodać, że na impro z dziećmi nie idzie się po prostu do teatru. Spektakl rozpoczyna rozgrzewka z publicznością, która doskonale pokazuje różnice między napisanym spektaklem a improwizacją – widzowie będą mieli wpływ na treść, a nawet na rozwiązania historii. Z resztą początkowa zabawa z publicznością sama w sobie  jest dla mnie dużym plusem – aktorzy zwracają się bezpośrednio do dzieci, dowiadują się, co ich interesuje, czy są głośne, czy nieśmiałe, starsze czy młodsze i po prostu oswajają i dodają im odwagi do uczestniczenia w wydarzeniu. OK, ja bardzo krzyczałem i głośno klaskałem, co nie podobało się mojemu synowi, ale co tam.

Z moim starszym synem przyszliśmy na „Nikt nic nie wie” po dłuższej przerwie i może dlatego na początku rozgrzewki był wycofany i cichy. Ale już pod koniec śmiało krzyczał swoje inspiracje (niestety siedzieliśmy za daleko, ale następnym razem będziemy próbować jeszcze głośniej). Mam wrażenie, że wszystkim dzieciom podobał się bezpośredni kontakt z osobami na scenie. Te kilka minut jest ważne również dlatego, że impro nie ma kostiumów, ani scenografii. Trzeba uruchomić swoją wyobraźnię i przede wszystkim dobry humor, który pozwala wejść do świata powstającego na naszych oczach. Chociaż przyznam, że dla mnie rozgrzewka jest również fajną zabawą.

Na spektakl złożyły się 4 opowieści, które zainspirowały dzieci. Wybierały cechę bohatera, jego imię czy problem. Improwizatorzy (tego dnia skład członkowie ekipy Hulaj, od razu dodam, że sami nie mają dzieci, co było widać po naiwności, z jaką zabierali się do uciszania przesadnie rozbudzonej rozgrzewką publiczności) tworzyli świat, w którym te inspiracje umieszczali. Na scenie nie ma tematu tabu i jeśli rozrabiaka, który przyszedł na spektakl z grupą znajomych krzyknął, że supermocą smoka było puszczanie z paszczy bąków zamiast ognia, to naprawdę to zobaczył. Ale improwizatorzy potrafią takich rozrabiaków przechytrzyć – w przypadku smoka okazało się, że tę specyficzną smoczą krainę zamieszkują różne stwory np. taki, który „zionął” ogórkami i ta opowieść nie stała się wcale okazją do głupich żartów z toalety, ale historią o tym, że nawet jak jesteś inny i dziwny możesz znaleźć kogoś, kto jest równie dziwny jak Ty (swoją drogą grupa kilku 7-8 latków, która próbowała cały czas wypchnąć  najsłabszego z nich na scenę spowodowała u mnie równoczesny powrót do dzieciństwa i przypomnienie jak to było być prześladowanym przez pseudo kolegów, jak i zamartwianie nad przyszłością, że mój syn też kiedyś będzie w takiej sytuacji i obawiam się, że to on będzie wypychał). W ogóle morały (czasem oczywiście banalne) są silną stroną tego spektaklu – wystrzeliwani przez dzieci w naprawdę dziwne strony improwizatorzy potrafili sprytnie zamienić historię o youtuberze robiącym głupie filmiki w opowieść o rodzinie, a wojnę świnek morskich ze szczurami załagodzić przytulaniem (w którym zresztą pomogły dzieci z widowni).

A dzieci nie ułatwiają zadania improwizatorom, ani widzom: kiedy przy scenie o youtuberach zapytałem, kto to jest (bo myślałem, że mój syn może nie wiedzieć) odwrócił się do mnie jakiś sześciolatek i powiedział: chyba tylko ty tutaj tego nie wiesz.

Mój starszy syn śmiał się i patrzył z zaciekawieniem do końca, choć przyznam, że nie ułatwiały tego niewygodne krzesła (może następnym razem udałoby się dzieci usadzić na jakichś poduszkach?) oraz długość spektaklu – wydaje mi się, że rozgrzewka i 3 historie w zupełności by wystarczyły. Ale wyszliśmy w świetnym nastroju i pełni pomysłów na własne opowieści.

Niesamowitym atutem improwizacji dla dzieci jest to, że spektakl może się zmieniać razem z publicznością, wciągać ją w interakcję, jeśli jest nieśmiała i usadzać na miejscu, jeśli jest zbyt rozbrykana. A rozgrzewki są naprawdę dobrą inspiracją do zabaw z dziećmi. Z perspektywy rodzica dodam jeszcze, że improwizatorzy z tego spektaklu na co dzień występują dla dorosłych, co ma bardzo fajne drugie dno – co chwila padają skojarzenia i żarty, które może nie trafią do dzieci, ale nie pozwolą się nudzić osobom, które na improwizację je przyprowadziły.

Informacji o kolejnych spektaklach szukajcie tu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *