Jak wybrać basen?

Jak wybrać basen?

Człowiek składa się z wody w 70%, więc nic dziwnego, że w głowie każdego rodzica rodzą się różne pytania: czy to już czas iść na basen? Czy pieluszki do pływania są megaszczelne? (Nie) Czy w razie “wypadków” dezynfekują basen i wymieniają wodę? (Nie. Kiedyś na Warszawiance byłem świadkiem jak zamknięto brodzik, bo pływała w nim kupa. Kiedy wychodziliśmy był już otwarty…Błe…). Wiadomo, że pływanie w publicznym basenie to proszenie się o infekcję. Ale twoje dziecko przez 9 miesięcy nurkowało w wodach płodowych i  całkiem prawdopodobne, że to uwielbiało, dlatego machnij ręką na grzybicę oraz jej gorszych kolegów i idź na basen. Jak zrezygnujesz z pływania w okularkach, to może oczy będą trochę  piekły, ale za to nie będziesz widział dryfujących w wodzie plastrów.

  1. Wybierz taki z szatnią rodzinną. Jestem ojcem córki i oboje już przywykliśmy do chodzenia razem do męskich toalet i przebieralni, ale szatnia rodzinna ma tę zaletę, że nie ma tam hałaśliwych piątoklasistów, którzy robią sobie kocówy mokrymi ręcznikami i pokazują sobie jutuberów na telefonach Huawei. Do tego można pomasować sobie ego widząc, jak inne dzieci niezbornie próbują włożyć rajstopy na mokre nogi (rajstopy zawsze PO suszeniu, jełopy!) albo przewracają się na mokrej podłodze, podczas gdy twoje jest takie ogarnięte, że aż łezka się w oku kręci. Na Warszawiance jest teraz wspólna, koedukacyjna szatnia i rząd przebieralni (do których M. chodzi SAMA, tak ogarnia!), co jest chyba najlepszym rozwiązaniem.
  1. Wybierz taki, na którym można robić co najmniej trzy różne rzeczy. Siedzenie przez półtorej godziny w brodziku sprawia, że nawet najcierpliwsi ludzie nabierają ochoty, żeby zacisnąć sobie silikonowy czepek na nosie i ustach. Zjeżdżalnie są ekstra. Miejsce do skakania jest ekstra. Nie ma nic rozgrzewającego serce bardziej jak obserwowanie postępów własnego dziecka, które z boiduszy w kilka tygodni zmienia się w potencjalnego bohatera spotów kampanii płytka wyobraźnia to kalectwo. Zjeżdżalnie też są fajne. Kiedyś M. pośliznęła się siadając przede mną u wlotu ciemnozielonej rury i z impetem ruszyła w dół na brzuchu z przerażonych wzrokiem wbitym we mnie. Ruszyłem na pomoc próbując ją dogonić przez dobre 15 metrów. Wyglądało to mniej więcej tak:

 

 

  1. Wybierz taki ze sklepikiem pływaka, ale bez bufetu, żeby się nie kłócić o słodycze. Wiem, że nie ma takich. Wiadomo, też że co najmniej raz zapomnisz co najmniej jednej z tych rzeczy: klapki, okularki, czepek, strój, szampon, rękawki, szczotka do włosów, szampon. A nie po to biegłeś w deszczu do przedszkola, a potem siłą wyrywałeś dziecko z płaczem z szatni, bo ciągle były ciekawsze rzeczy niż zakładanie butów, a potem zamiast jak zwykle jeden przystanek Trasą Łazienkowską musiałeś mieć taki fantastyczny pomysł, żeby ominąć korek i pojechać dookoła 14tką do Oleandrów, tylko była awaria tramwajów i przepuszczałeś kląc i ze łzami w oczach kolejne 15tki, licząc, ile minut spóźnicie się na naukę pływania, żeby w końcu wsiąść do jednej z nich, wysiąść przy metrze Politechnika, biec w siąpiącym deszczu z tą basenową torbą, która co chwila, kurwa mać,zsuwa ci się z ramienia i ciągnąc naburmuszone 17 kilo na hulajnodze, które domaga się mentosa i wpędza cię w poczucie winy, bo wiesz, że ona może i się specjalnie nie spieszyła i jasno dała do zrozumienia, że wcale nie chce iść na basen, ale to ty, zamiast podnosić na nią głos powinieneś był wyjść z pracy punktualnie, a nie dziesięć po. Nie po to to wszystko, żebyś teraz nie popływał, bo nie masz jebanego czepka. Wybierz basen ze sklepikiem.
  1. Wybierz taki, gdzie dziecko można unieruchomić w zasięgu kabla od suszarki. Ojcowie dziewczynek wiedzą, że suszenie włosów trwa średnio tyle co dojazd na basen i pływanie  razem wzięte. Dlatego kluczowe jest, żeby suszyć włosy sprawnie. Posadź dziecko na wysokim kontuarze, z którego samo nie zejdzie. Daj mu paczkę rodzynek. Skieruj twarzą do okna. Susz rozczesując. W połowie obróć. Zawsze zabieraj własną suszarkę albo dmuchawę do liści. Administratorzy basenów celowo kupują niewydolne suszarki, które albo nie wieją albo nie grzeją albo jedno i drugie, bo przecież płacisz za każdą minutę.
  1. [K] Ja też chciałem dopisać swoje doświadczenie basenowe, ale ich właściwie nie mam. Niby zaczęliśmy basen w zeszłym roku w przedszkolu, ale po dwóch zajęciach mój starszy syn dostał zapalenia ucha wewnętrznego, co doprowadziło do serii wizyt u lekarza oraz wydatków na prywatną służbę zdrowia, które skończyły się trzy miesiące później zabiegiem udrażniania uszu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *