Epicka noc

Epicka noc

Ta historia miała miejsce w ostatnią noc kolejnej – tym razem trwającej tydzień – podróży służbowej mojej żony. Wydawać by się mogło, że koszmar, ale w sumie nie – byliśmy świetnie przygotowani, dziadkowie pomagali pełną parą ze starszym synem i jedzeniem, prawie przez cały czas chłopcy byli zdrowi, słowem – kapitalnie. Ale to “prawie” robi wielką różnicę. Tego dnia postanowiliśmy ze starszym synem zrobić prezenty dla mamy, przy okazji młodszemu dając szansę do potaplania się pierwszy raz w wodnych kolorowankach. Starszy syn zrobił aż trzy rysunki, co jak na niego jest wynikiem olimpijskim. Choć oczywiście wiedział, że mama przywiezie mu Lego, więc był to olimpijczyk na dopingu. Nie mniej jednak on koloruje, ja usypiam młodszego, który w tym czasie niestety dostał kataru. A mój młodszy syn, jak dostaje kataru, to jest jeszcze słodszy, przytula się, chce żeby go cały czas nosić i…uwaga… usypia wyłącznie ciągnąc rodzica z całej siły za włosy. Serio. Ręce na głowie zaciśnięte w pięści i ty próbujesz, tłumaczysz, ale on jest tak nieszczęśliwy, że w końcu się zgadzasz… niemniej poza tym wszystko jest super. Starszy syn cały podekscytowany, pojedziemy razem na lotnisko odebrać mamę i ona będzie mieć prezent – super!
– To uśnij szybko, bo im wcześniej uśniesz, tym szybciej będzie rano i pojedziemy na lotnisko – mówię, mając w planach co najmniej pół trzeciego sezonu Rick and Morty. I syn słodko zasypia po przeczytaniu “Pchły Szachrajki” i opowiedzeniu dwóch bajek o ninja. To był niezwykle udany wieczór, sprzątam dom, wstawiam pranie – jutro zrobię gofry na śniadanie – myślę, uśmiechając się do swojego życia, i idę spać…

W nocy budzi mnie teatralny szept „taaatooo”. Starszy syn nie śpi. Młodszy jest w swoim łóżeczku ze mną w sypialni, więc wstaję i biegnę, żeby nic go nie obudziło.
– Co się stało? Przestraszyłeś się czegoś? – pytam zaspany, siadając na skraju łóżeczka.
– Czy już jest dzień? – pyta mój starszy syn. Patrzę w ciemność. Dzień nie nastał nawet dla pracowników sklepów otwierających się o 6 rano. – Czy jedziemy już po mamę na lotnisko?
I wtedy dociera do mnie obosieczność mej broni – “wcześniej pójdziesz spać, szybciej będzie rano” powiedziałem przecież jak debil.
– Nie synku – mówię jak najciszej. – Patrz, jest ciemno, śpij, śpij – przytulam go i idę do sypialni, po drodze patrząc na zegar w kuchni, jest druga.

Kładę się do łóżka.

„Taaaatoooo”.

Ignoruję. Może zaśnie, myślę, okłamując się.

„Taaaatoooo”, „Taaatooooooooo”.

Nie reaguję. Więc słyszę, że syn wstaje i idzie korytarzem.
Podrywam się i biegnę, żeby młodszego nie obudził.
– Idę siusiu.
– Jasne, pewnie, ale cichutko, cichusieńko, bo twój młodszy brat jeszcze śpi.

Syn wraca do swojego łóżka, ja do swojego. Ale o śnie z mojej strony nie może być mowy – czuwam. I się nie przeliczyłem. „Taaaatoooo” niesie się po raz kolejny przez mieszkanie, tym razem wywołując poruszenie w łóżeczku młodszego syna. Podrywam się i z prędkością światła pędzę do drugiego pokoju (szybciej pokonałem tę drogę tylko raz, kiedy starszy syn miał parę miesięcy i obudził nas w nocy alarm elektrycznej niani, który miał sygnalizować brak oddychania dziecka – okazało się, że starszy syn zrobił z siebie okrąg, w którego środku był niestykający się z jego ciałem czujnik).
– Co jest synku?
– Czy jest już rano?
– No nie jest, cały czas nie jest…
– Mogę spać z tobą?
Zastanawiam się przez chwilę….
– Ok, ale musisz być bardzo, bardzo cicho, bo tam śpi twój brat.
Wstajemy i idziemy do sypialni.
– Lubię wasze łóżko – mówi teatralny szept.
– Tak synku, ale ciii – mówię.
– Niczego się nie będę bał – odpowiada teatralny szept.
– Ciiiiii – odpowiadam, ale jest to “ciii” wrogie złe, takie “ciii” ojca wikinga.
– O jak miło – odpowiada teatralny szept, przykrywając się moją kołdrą, a ja mam ochotę przykryć go poduszką, ale nie mogę, gdyż w tym momencie orientuję się, że z łóżeczka wystają dwie rączki i ciemny kontur główki, w którego dolnej części upiornie świeci się koniec fluorescencyjnego smoczka, zwiastując pojawienie się kolejnej tej nocy zjawy. Dodajmy, że zjawa, choć obudzona wbrew swej woli – jest niesłychanie zadowolona z obrotu sytuacji. Jak budzi się mój młodszy syn, to potrzebny jest rytuał – trzeba dać mu pić, przewinąć go może i położyć do naszego łóżka, bo w swoim już nie zaśnie, no i ma katar, więc psiknąć wodą do nosa trzeba. Oczywiście mam przy tych czynnościach kibica w postaci starszego syna.
– O, jaki słodki – przytula go.
– Cichutko proszę, nie rozbudzaj go.
Kładziemy się we trzech. Najmłodszy od strony ściany, ja w środku, starszy na mnie. Oczywiście się wiercą. Oczywiście o spaniu nie ma mowy. Ja próbuję odpłynąć w stan nieświadomości, z którego wyrywają mnie uderzenia różnych części ciała dzieci. Starszy syn nie ma zamiaru spać. Zaczyna mi opowiadać o Lego. Uciszam go. Młodszy chce mnie ciągnąć za włosy, ale ja tego nie chcę, więc on też jest niezadowolony. Ale się nie daję. Udaję przed sobą i światem, że zaśniemy.

W końcu po wielu latach leżenia w ciemności poddaję się.
– Ok, wygląda na to, że nie będzie spania, przenosimy się do salonu.
– Jedziemy na lotnisko?
– Nie synu, jeszcze kilka godzin do tego…
– Ok, ok…
W salonie rozkładam kanapę i – co tu dużo mówić – włączam bajkę „Samoloty”. [B.:FILM!] Patrzę na zegarek: czwarta. Co robić… kawę? To już na pewno nie zasnę. Samolot przylatuje koło jedenastej. Z rozmyślań wyrwał mnie starszy syn.
– A może ja jeszcze jeden rysunek zrobię dla mamy?
– Ok…
– To musisz mi wydrukować kolorowankę ninja…
I ja jak debil rozkładam komputer, wyjmuję z szafki drukarkę. Oczywiście wybieranie trwa 10 minut, a i młodszy syn chce pokolorować samolot … Ok. Coś tam się dzieje. Ale widzę, że młodszy syn jednak niewyraźny, on sobie przypomniał, że to nie był jego pomysł wstawać, więc może jednak by wrócić do łóżka. Przewijam go, robię mleko, rzeczywiście – odpływa…dobra nasza.
– Idę uśpić twojego brata więc cichutko.
Młodszy syn rzeczywiście zasypia, ja prawie zasnąłem z nim, ale obudził mnie stukot krzesła w kuchni. Jest piąta.
– Skończyłem – teatralny szept.
Słaniając się na nogach wracam do kuchnio-salonu.
– Ja idę spać, jak chcesz, to oglądaj, jak chcesz to połóż się ze mną na kanapie, byle byś był cicho.
– Nie – odpowiada, a ja orientuję się, że on jednak jest zmęczony i zaczyna być zły z tego powodu na mnie, bo na kogo innego.
– Ok, ale bądź proszę cichutko, bo jestem zmęczony, a twój brat śpi.
– Nie chcę, chcę się bawić – zaczyna się awanturować, czyli może też zaśnie.
– Przytul się do mnie i idziemy spać.
– NIE! – pojawiają się łzy i syn ucieka do swojego pokoju. Ok myślę, pójdę do niego i go… na dalsze myśli w zasypiającej głowie nie ma miejsca… ale budzę się sekundę później, bo coś się wspina po mnie. Starszy syn wrócił. Przytulił. Zasypia. Amen, myślę, też zaczynam zasypia… i wtedy słyszę, że młodszy syn, którego uśpiłem na naszym łóżku zaczyna się budzić, więc wstaję i biegnę tam, on faktycznie zaczął pełznąć w stronę brzegu łóżka, ale zasnął w trakcie. Boję się go przekładać, więc kładę się w kształt podkówki, żeby zabezpieczyć wszystkie możliwe kierunki i tracę przytomność… z której wybija mnie radosny skok w wykonaniu starszego syna, który już się wyspał (była siódma) i wrócił z pytaniem o wyjazd po mamę, której samolot spóźnił się 2 godziny.

One Reply to “Epicka noc”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *