Garderoba Julie

Garderoba Julie

Byłem dzieckiem przyklejonym telewizora. Najmniej do czarno-białego, bo był mały, stał na zamrażarce [sic!] i niewiele było w nim dla mnie. Potem był ten większy z 4 guzikami i pierwsza kablówką (Sky One, Eurosport, Pro7, Sat1, Rai Uno). Potem już był nawet pilot, był Cartoon Network po angielsku, tysiące godzin z Looney Tunes, szortami Texa Avery’ego, ale i całą biblioteką Hanna-Barbera – setkami odcinków animowanego fluffu bez treści, które najpewniej nie zestarzały się najlepiej. Wolę nie rewidować sentymentów.

Wiem czym to wszystko grozi, dlatego z ostrożnością osoby w dzieciństwie pogryzionej przez dobermana podchodzę do schroniska na Paluchu, jakim jest oferta telewizyjna dla dzieci i bardzo surowo racjonuję to co może oglądać moja córka i w jakich dawkach.

Tym bardziej się cieszę, kiedy znajdę jakąś perłę, którą możemy obejrzeć wspólnie. Niniejszym bardzo gorąco polecam Garderobę Julie – 15-odcinkową produkcję The Jim Henson Company dla Netflixa.

Rzecz dzieje się w teatrze muzycznym prowadzonym przez Julie Andrews (czyli legendarną Mary Poppins i Marię z “Dźwięków muzyki”, ale też świetną musicalową aktorkę, która odnosiła sukcesy na West Endzie zanim trafiła do Hollywood). Do jej teatru przybywa grupa dzieciaków (są muppetami), która ma rozpocząć warsztaty teatralne pod okiem Julie i wystawić własny spektakl. Pech chce, że w teatrze pęka rura, która zalewa piwnicę i wszystkie rekwizyty, kostiumy i scenografię do Czarnoksiężnika z Oz. Z rury wypada też Hugo – kaczor, który marzy o karierze scenicznej. Julie, jej wychowanek i inspicjent Gus, dzieciaki i kaczka przygotowują musical według własnego scenariusza. W każdym odcinku odwiedza ich gość, który wprowadza ich w tajniki… sztuk performatywnych – Idina Menzel zabiera ich za kulisy Wicked (a lektor nie zapomina uwiarygodnić jej w oczach dzieci zdradzając, że użyczyła głosu Elsie), Alec Baldwin wyjaśnia sekrety aktorstwa, Sarah Bareilles pomaga napisać piosenki. Ojca improwizatora najbardziej ucieszy Ellie Kemper, która uczy dzieci mówić “tak i” i tłumaczy podstawy impro. Całość okraszona jest chwytliwymi piosenkami, jest wdzięczna, dowcipna i mądra. Ogląda się świetnie także dzięki dobremu dubbingowi – zgrabnym dialogom i tekstom piosenek Katarzyny Sławuszewskiej oraz zawodowej obsadzie, tyleż utalentowanej, co osłuchanej (już do końca życia głos Anny Apostolakis będzie mi się kojarzył z twarzą Courtney Cox, a nie Julie Andrews, bo oglądałem Przyjaciół w dubbingu).

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *