8 dowodów na to, że ojcostwo jest jak gaming

8 dowodów na to, że ojcostwo jest jak gaming

Nie jestem graczem i nie mieści mi się w głowie, że ludzie, którzy potrafią nagrać, co robią na konsoli, mogą się z tego utrzymywać, a jednak miałem kiedyś w pokoju komputer, chodziłem do przyjaciół na Pegasusa, wymieniałem baterie w gameboyu przywiezionym z Goerlitz. Dzisiaj oczywiście nie gram w żadne gry #bodziecko, a czasu, skupienia i intelektu starcza mi tylko na apkę, w której trzeba umiejętnie przesuwać kafelki z liczbami 2, 3, 6, 12, 24, 48, 96, 192 itd.  Oto przegląd gier, w które grałem intensywnie, nie wiedząc, że przygotowuję się do roli taty.

  1. Sextris

Jedną z pierwszych gier jakie w życiu dostałem. Na dużej dyskietce. We wczesnej podstawówce. Tutył wcale nie jest zmyłką, co jednak uszło uwadze mojej mamy, która mi tę grę sprezentowała.

Związek z ojcostwem dość jednoznaczny.

 

  1. The Incredible machine

W tej pomysłowej grze trzeba korzystając z ograniczonej puli przedmiotów takich jak kule, bloczki, pochylnie, pasy transmisyjne, świece, balony, koty i małpy na rowerkach uzupełnić brakujące ogniwa w reakcji łańcuchowej.

Gra nauczyła mnie nie tylko wykorzystywania przedmiotów w nieoortodoksyjny, niezgodny z przeznaczeniem sposób (kto choć raz nie podłączał odkurzacza do Fridy…), ale i uzmysłowiła mi, że posyłanie dziecka do przedszkola jest wsadzaniem go w sam środek The Incredible Machine. Przykład: kula bilardowa (dziewczynka X)  spada na klatkę z chomikiem (przynosi do przedszkola ciasto z okazji swoich imienin). Chomik zaczyna biegać w kołowrotku (M. zaczyna pytać, kiedy są jej imieniny i ustala, wspólnie z nieświadomymi dotąd tego faktu rodzicami, że imieniny są za pół roku). Kołowrotek napędza pas transmisyjny, na którym  świeczka zapalona od światła latarki skupionego mocną lupą przesuwa się w kierunku balona (przez wiele tygodni rozbrzmiewa pytanie o imieniny, które dotąd traktowaliśmy jedynie jako jedyny powód istnienia na świecie sałatki jarzynowej). Świeczka dojeżdża do balonika i sprawia, że ów pęka. (Nadchodzi niedziela przed imieninami). Huk pękającego balona przeraża kota, który schodzi z równoważni (uświadamiasz sobie, że aby upiec coś, co mogą zjeść wszyscy nie możesz użyć nie tylko balanych alergenów jak jak krupczatka, jajka i masło, ale i mąka migdałowa, orzechy, olej kokosowy i stewia.) Uwolniona od ciężaru kota równoważnia zmienia położenie pociągając za sznurek przyczepiony do włącznika prądu. (Znajdujesz cudem przepis na coś, co nie dość, że nie ma składników z czarnej listy, to jescze ma szanse smakować jak coś co dzieci zjedzą i nie wykluczą twojej córki z grona spoko dziewczyn, co częstują wypiekami). Włącznik uruchamia wentylator (w domu nie ma kakao). Pęd powietrza strąca piłeczkę pingpongową (pęd do pieczenia twojej partnerki wywiewa cię z domu po kakao. Pada deszcz. Wracasz do domu, ale kakao jest w sumie za mało i nie tej firmy). Piłeczka wpada do prowadnicy, która ustala jej trajektorię prosto na kosz, w którym miała wylądować, bo takie było zadanie (Przynosisz odpowiednie kakao w odpowiedniej ilości. Wypiek wychodzi rewelacyjnie. W przedszkolu odbywa się mała ceremonia. Kakowych, zdrowych pączków starcza dla wszystkich. Jest miło.) Zaliczasz level.

 

  1. SimCity 2000

Kojarzycie ten moment w swojej rozgrywce strategicznej, że jest w miarę OK, ale żeby ruszyć dalej musicie zainwestować więcej niż to, na co was stać? Nie pozostaje nic innego jak czekać.

Potem czekać w przedpokoju, w szatni, w łazience, na ulicy, w aucie. Znalezienie dobrego balansu między czekaniem a popędzaniem to klucz do sukcesu tak w SimCity 2000, jak i relacjach z przedszkolakiem. Najprostsza czynność, jak zakładanie butów albo mijanie liścia może trwać całą wieczność, a to dlatego, że dzieci odmierzają czas w odwrotności lat psich.

 

  1. Theme hospital

No to chyba nie wymaga wyjaśnień.

 

  1. LEGO Piraci z Karaibów

Jak w wielu innych tytułach LEGO od TT Games także w Piratach w miarę postępu rozgrywki odblokowujesz i dodajesz do kolekcji kolejne z 70 grywalnych bohaterów, z których wielu ma unikatowe zdolności. Każdy kto grał w gry LEGO zna frustrację, kiedy w trybie fabularnym mijasz jakieś pomieszczenie, do którego aktualnie nie możesz się dostać, bo twój bohater nie umie rozbijać srebrnych klocków czy cośtam, a akurat za tymi srebrnymi ukryte jest coś cennego. Frustracja jest tym większa, że kiedy powracasz do tego poziomu z ludzikiem, który ma srebrne klocki w małym palcu, to jednak okazuje się, że nie radzi sobie z błękitnymi, itd. Ostatecznie się poddajesz, bo w przechodzeniu tych samych poziomów w kółko nie frajdy.

Gry LEGO uczą kluczowej umiejętności odpowiedzialnego rodzica: konsekwentnie powtarzaj do skutku. Może się uda.

Proszę, nie wstawaj od stołu w trakcie jedzenia. Proszę, nie wstawaj od stołu w trakcie jedzenia. Proszę, nie wstawaj od stołu w trakcie jedzenia. Proszę, nie wstawaj od stołu w trakcie jedzenia.Proszę, nie wstawaj od stołu w trakcie jedzenia…”

 

  1. Tajemnica statuetki

Kultowa, ascetyczna w formie pierwsza polska przygodówka RPG z 1993 roku oparta w całości na zdjęciach twórców z wakacji autostopem w okolicach St. Tropez udającego Chile. Podchodziłem do tej gry kilka razy, ale jako 10-latek poległem w konfrontacji z fabułą i wizualną charyzmą. Pamiętam długie minuty wgapiania się w ekran w poszukiwaniu ukrytego piksela, w który trzeba było trafić kursorem i klikanie w nieskończone łańcuszki dialogów z których nic nie wynikało. Nie wiedziałem, co robić i tajemnica statuetki na zawsze pozostała dla mnie tajemnicą.

Ale uczucie bezradności miało mi towarzyszyć jeszcze wiele razy. Od porodu począwszy.

 

  1. Disney Infinity

Grywalni bohaterowie Disney Infinity mają swoje fizyczne odpowiedniki – plastikowe figurki bohaterów z katalogu filmów Disneya, Pixara, Marvela i Lucasfilm, które pojawiają się na ekranie po ustawieniu na czytniku. Ponieważ każda z tych wytwórni nieustannie produkuje filmy, nowych postaci i figurek, które można było dokupić przybywało w zastraszającym tempie. Gdyby jakiś śmiałek chciał uzbierać całą kolekcję wydałby na 118 bohaterów bagatela  6807 złotych. Gdyby rok temu Disney nie zamknałby projektu Disney Infinity, byłby on dla takiej osoby wydatkową studnią bez dna.

 

 

Są wózki za 6807 złotych.

 

***

O tym, że ojcostwo to gaming i że warto wskoczyć na wyższy level w spektaklu “Fabularny przewodnik po trzecim trymestrze”, 16 grudnia w Klubie Komediowym w Warszawie.

Więcej:

FABULARNY PRZEWODNIK PO TRZECIM TRYMESTRZE

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *